LINUX I INTERNET ROKU 2012

Wraz z końcem grudnia trudno już mieć wątpliwości co do tego, że 2012 rok przyniósł niezwykle wiele fanom Linuksa. Nie tylko platforma ta została dostrzeżona na nowych rynkach, ale również konkurencyjny Windows nie miał zbyt dobrego okresu. Android jako mobilny Linux pokazał potęgę środowiska linuksowego… 

Android na szczycie

Według IDC w trzecim kwartale 2012 roku aż 75% smartfonów działało pod kontrolą Androida. To niesamowity wynik, który przypominać może chyba tylko pozycję Windowsa na rynku PC. O ile jednak komputery biurkowe prawdopodobnie najlepsze czasy mają już za sobą, tak przed mobilnymi gadżetami rysują się świetne perspektywy. Zainteresowanie Androidem prawdopodobnie również w najbliższych kwartałach będzie rosło, bo platforma ta stosowana jest zarówno na niezwykle tanich urządzeniach, jak i bardzo zaawansowanych smartfonach z najwyższej półki. Każdy z tych telefonów wykorzystuje jednak jądro Linux.

Red Hat z miliardem

Linux wielu kojarzy się z czymś jednoznacznie darmowym albo wręcz rozwijanym tylko przez hobbystów. W praktyce jądro systemu przygotowywane jest głównie przez programistów dużych koncernów, takich jak Red Hat. W tym roku była to zresztą pierwsza firma z branży open source, która zarobiła ponad miliard dolarów. Tego typu przykład bez wątpienia wielu uświadomił, że Linuksem warto się zainteresować. Przekonywać nie trzeba do tego natomiast największych technologicznych koncernów, które już teraz chętnie bazują na jądrze Linux chociażby w przypadku licznych usług sieciowych.

Wreszcie więcej gier

Steam dla Linuksa dostępny jest już od jakiegoś czasu i znajduje się w fazie otwartych testów. To niezwykle istotny krok, bo oznacza coś bardzo ważnego: w przyszłości pojawi się wiele interesujących tytułów dla graczy, którzy na komputerze mają zainstalowanego „Pingwinka”. Nieoficjalne plany sięgają natomiast znacznie dalej. Projekt konsoli opartej o Linuksa, która miałaby zainteresować mniejszych deweloperów, to tylko jeden z interesujących pomysłów. 

Windows 8 zawiódł

Nie ma co ukrywać, że użytkownicy Linuksa zwykle nie życzyli Windowsowi najlepiej. Nowe wydanie systemu Microsoftu zawiodło, a wielu wręcz mocno zirytowało ekranem głównym z kafelkami. To z kolei spowodowało, że niektórzy zaczęli się rozglądać za alternatywami i to niekoniecznie tymi droższymi, od firmy Apple. Nie dość więc, że Linux rozprzestrzeniał się niezwykle szybko na urządzeniach przenośnych, a także powoli zaczynał się umacniać na rynku gier, to ze względu na niechęć do nowego Windowsa zdołał prawdopodobnie przyciągnąć również wielu nowych użytkowników do biurkowych dystrybucji. W takim świetle bez wątpienia można nazwać ostatnie 12 miesięcy rokiem Linuksa!
IPHONE z Androidem pojawi się w Brazylii. Co na to Apple?

Pewna brazylijska firma ma prawo do znaku IPHONE, bo postarała się o jego rejestrację jeszcze w roku 2000. Niebawem wprowadzi ona na rynek swoje smartfony z Androidem czyli oparte o jadro Linuksa.

IPHONE z Brazylii

Brazylijska firma IGB Eletronica w grudniu 2012 roku ogłosiła zamiar wprowadzenia na rynek smartfonów pod marką IPHONE. Ta sama firma znana jest także pod nazwą Gradiente. W większości przypadków skorzystanie z marki firmy Apple byłoby samobójstwem, ale IGB Eletronica ma w ręku ważny atut. Z komunikatu firmy wynika, że jeszcze w roku 2000 firma złożyła wniosek o zarejestrowanie znaku IPHONE. Został on pozytywnie rozpatrzony na początku 2008 roku (pierwszy iPhone pojawił się na rynku w roku 2007).

Do tej pory IGB Eletronica nie korzystała ze swojego znaku, gdyż przechodziła restrukturyzację – tak przynajmniej twierdzą jej przedstawiciele. Teraz, korzystając ze znaku IPHONE, firma ma zamiar sprzedawać smartfony warte 300 dolarów, z systemem Android 2.3, kamerą, ekranem 3,7-cala, łącznością Bluetooth, 3G i WiFi (zob. obraz poniżej). Prawa do znaku IPHONE firma będzie posiadać przynajmniej do roku 2018.

Wiele osób pomyśli w tej chwili, że Apple tego nie odpuści i zaatakuje IGB Eletronica. W rzeczywistości jednak to Apple jest potencjalną ofiarą. Brazylijska firma posiada przecież prawa do znaku towarowego IPHONE, podczas gdy Apple śmie używać bardzo podobnego znaku iPhone. Firma IGB Eletronica mogłaby skierować sprawę do sądu, żądając zaprzestania naruszenia. Nie jest bez znaczenia, że znak w posiadaniu brazylijskiej firmy jest pisany wielkimi literami (IPHONE). Niezależnie od tego Apple może naruszać prawa do tego znaku.

W chwili obecnej nie wiadomo, co zrobi Apple. Obydwie firmy nie są uwikłane w żaden oficjalny spór. Apple nie chce niczego komentować. Tak to jednak bywa z własnością intelektualną. Jednego dnia firma może uznać prostokąt za swoją własność, a drugiego dnia przekonać się, że promowana przez nią od lat marka należy do kogoś innego.

Linux 3.7 wydany

Linus Torvalds udostępnił wersję 3.7 jądra Linux. W najnowszym wydaniu m.in. rozwinięto obsługę IPv6, sterowników układów graficznych, systemów plików Btrfs i Ext4 oraz 64-bitowej architektury ARM, poprawiono bezpieczeństwo i obsługę wirtualizacji. Nowa seria jądra Linux wydana została około 3 miesiące po premierze wersji 3.6. W Linux 3.7 znalazło się stosunkowo dużo zmian, wśród nich wymienić można m.in.:

* obsługę NAT w IPv6; wprawdzie sens tego wielu podważało, jednak deweloperze Linuksa przekonują, że w pewnych przypadkach jest ona przydatna,
* w obsłudze systemu plików Btrfs (nadal określanego jako eksperymentalny) dokonano szeregu optymalizacji, których zadaniem ma być przyspieszenie synchronizacji plików,
* umożliwiono zmianę rozmiaru systemów plików większych niż 16 TB na Ext4,
* znacznie rozwinięto obsługę wolnego sterownika Nouveau, dla układów NVIDIA, oraz i915 dla układów Intela, ponadto dokonano kilku zmian w obsłudze sterowników Radeon,
* dodano obsługę 64-bitowej architektury ARM (AArch64), kod źródłowy odpowiadający za nią został odseparowany od 32-bitowego ARM,
* poprawiono bezpieczeństwo poprzez dodanie obsługi SMAP (supervisor mode access prevention) oraz umożliwienie ładowania jedynie podpisanych cyfrowo modułów jądra,
* umożliwiono wirtualizację poprzez Xen na procesorach ARM; prace nad wirtualizacją za pomocą KVM nadal trwają.

Kod źródłowy Linuksa 3.7 można pobrać z kernel.org. Skompilowane jądra będą pojawiać się w dystrybucjach zależnie od ich modelu rozwojowego.

Linux 3.8 nie dla i386

Jądra Linux w wersji 3.8 nie będzie można uruchomić na komputerach klasy i386, ponieważ Linus Torvalds w połowie grudnia 2012 roku zintegrował poprawki , które usunęły obsługę tych procesorów. Obsługa procesorów i486 i nowszych pozostała bez zmian. Tym samym oficjalnie jądro Linuksa unowoczesniło się tak, że obejmuje bardziej nowoczesne komputery, acz nie tylko najnowsze.

Środowisko E17 wydane po 12 lata pracy

Środowisko graficzne E17 zostało oficjalnie wydane po 12 latach prac. 21 grudnia rzeczywiście skończyła się pewna epoka — tego dnia deweloperzy Enlightenment udostępnili od dawna wyczekiwaną wersję 0.17 środowiska, popularnie określaną jako E17. Rozwoj tej wersji rozpoczął się w 2000 r. całkowicie od zera. Po 12 latach prac, deweloperzy w końcu zdecydowali się udostępnić stabilne wydanie. E17 to proste i lekkie, ale efektowne środowisko graficzne. W jego skład wchodzi wyposażony w efekty 3D menedżer okien i powłoka graficzna, a także podstawowe aplikacje — m.in. menedżer plików, przeglądarka WWW i inne programy użytkowe oraz biblioteki do ich tworzenia. W oficjalnym ogłoszeniu znajdziemy jedynie listę osób, które pracowały nad wydaniem E17. Więcej informacji czego można oczekiwać po zainstalowaniu Enlightenment postaramy się opublikować wkrótce.

The Linux Foundation podsumowuje rok 2012

Zbliża się koniec roku, więc i The Linux Foundation podsumowuje 12 miesięcy swojej (i nie tylko) działalności. Czy 2012 można nazwać rokiem Linuksa? Można, bo wedle statystyk zebranych m.in. przez NetMarketShare (na podstawie identyfikatora przeglądarki), Linux jest zainstalowany na większej liczbie komputerów niż Windows 8. Z pewnością był to rok kolorowy. Fundacja przygotowała krótkie podsumowanie najważniejszych wydarzeń z roku 2012. Linus Torvalds, twórca systemu Linux, został w tym roku uhonorowany połową Millenium Technology Prize – przyznawanej co dwa lata najważniejszej nagrody za osiągnięcia w dziedzinie technologii, które wpływają pozytywnie na jakość życia, zdrowie i podtrzymanie rozwoju. Drugą połowę otrzymał japoński lekarz, Shinya Yamanaka, który zdobył w tym roku także nagrodę Nobla za swoje badania komórek macierzystych. O Linusie mówiło się sporo także przez gest w stronę NVIDII, który może w pewnym stopniu spowodował, że Linux doczeka się sterowników dla technologii Optimus.

Produkty oparte na Linuksie w tym roku znów cieszyły się dużym zainteresowaniem. Linuksowy Android przegonił iOS na smartfonach w ostatnim kwartale 2010 roku, potem było już tylko lepiej. Obserwatorzy trzymają rękę na pulsie także w sprawie Sailfisha i Firefox OS. Masowemu rozprzestrzenianiu się Linuksa sprzyja również Kindle Fire, Chromebooki, a nawet samochody – Cadillac CUE lub przygotowywane właśnie modele Toyoty, która przyłączyła się do TLF w połowie 2011 roku. W 2012 Fundacja również zyskała znamienitych nowych członków – między innymi Samsunga, NVIDIĘ, HP, Twittera i Grega Kroah-Hartmana, guru tworzenia sterowników dla jądra.

W środowisku bardzo dużo mówiło się w tym roku także o Raspberry Pi – malutkim komputerze, który kosztuje niewiele ponad 100 złotych, na którym można zainstalować między innymi Raspbiana, czyli zmodyfikowanego Debiana, a zastosowania ogranicza jedynie fantazja właściciela. Platforma doczekała się ostatnio swojego sklepu z aplikacjami. Drugim projektem, który sprawił, że Linux stał się centrum uwagi, jest oczywiście klient Steam i rozwój gier dla tej platformy. Valve portuje Source, do przesiadki przymierza się także THQ. Powody do świętowania miał także RedHat, który w tym roku zanotował rekordowy przychód 1,13 miliarda dolarów za rok fiskalny 2011. Jak do tego doszło i dlaczego wymagało to porzucenia przez firmę darmowego Red Hat Linuksa, można przeczytać na ArsTechnica.

Ilu użytkowników ma Linux? Ośmielę się stwierdzić, że w dobie wszechobecnego Internetu Linuksa w jakiś sposób używa każdy, kto łączy się z Siecią. Pod kontrolą tego systemu działa 94% z 500 najszybszych superserwerów świata i mnóstwo urządzeń będących częścią infrastruktury (nawet nasze domowe routery). Linux znalazł się także na jedynym w swoim rodzaju laptopie deweloperskim Della, desktopowej wersji systemu przyglądają się też urzędy, organizacje czy szpitale z całego świata szukające oszczędności, oraz szkoły chcące wzbogacić program nauczania. Od wielu lata zaniża się liczbę uzytkowników Linuksa, gdyż zlicza się ilość komputerów sprzedawanych z preinstalowanym systemem operacyjnym, a nie rzeczywiście użytkowany sprzęt komputerowy. Kilka ważniejszych „zliczaczy” należy także do koncernu Microsoft jako spółki zależne, tzw. spółki córki, co nie wróży obiektywizmu. Bywa, że nie są liczone wejścia z komputerów używanych przez administratorów serwerów sieciowych, a te są w 95 procentach Linuksami. Bywa, że w zliczaniu dokonuje się przekrętów odrzucając znane dystrybucje Linuksa, gdyż maszyna do liczenia „nie rozpoznaje” w nich Linuksa. W sumie, zależnie od metody badań, w listopadzie 2012 z systemu z pingwinkiem na urządzeniu, z którego łączy się z Internetem, jeśli dodać wszystkie wersje pingwiniego sprzętu, korzystało gdzieś między 63% (W3Counter), a 87% (StatCounter) użytkowników, w tym sporo korzystało także z Androida. Android to aktualnie około 70-80 % procent mobilnych użytkowników sieci intermetowej.

Koniec świata i nowa epoka internetu – Politycy zaczną bronić internautów?

Rok 2012 mógł się wydawać rokiem najostrzejszych sporów między internautami i politykami. Nie był to jednak rok najgorszy, bo politycy odkryli, że na wolności internetu można budować elektorat, a prawa autorskie nie muszą być tylko zaostrzane. Daje to nadzieje na lepsze jutro po mającym dziś nastąpić końcu świata. Potomkowie Majów żyją jeszcze w Ameryce Środkowej i oni również uważają 21 grudnia za dzień szczególny. Dla nich oznacza to powód do imprezowania, gdyż nie wierzą oni w koniec świata, ale w koniec jednej epoki i początek następnej. Taka okazja do świętowania zdarza się podobno co jakieś 52 tysiące lat.

Ja również mam pełne prawo by uważać się za „potomka Majów” i również spodziewam się nowej, lepszej epoki. Mam szczerą nadzieję, że w roku 2013 i w kolejnych latach politycy będą rzadziej próbować naruszania wolności internetu i internautów. Skąd te nadzieje się biorą? Wiele osób powie, że rok 2012 był rokiem intensywnej walki o wolny internet. W styczniu wybuchła burza wokół ACTA, która trwała praktycznie do lipca. W Stanach rozegrała się walka o SOPA i CISPA. Rok zakończył się natomiast konferencją WCIT-12 w Dubaju, która stanowiła zagrożenie dla całego funkcjonowania internetu. Niemiłym akcentem na zakończenie tego roku okazał się również Jednolity Patent. Rok 2012 okaże się jednak o wiele lepszy, jeśli porównamy go z latami 2010 i 2011.

Już w roku 2010 trwały prace nad ACTA, ale nikt o tym nie mówił. W Polsce próbowano wówczas wdrożyć Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, a Parlament Europejski przyjął niezbyt fajny Raport Gallo. W USA powstała ustawa COICA będąca pierwowzorem SOPA. Rok 2011 też był okropny. Prace nad ACTA toczyły się nadal, ale burzy w mediach nie było. Wróciły dyskusje o blokowaniu stron w celu walki z pedofilią. W Polsce duże obawy internautów wzbudziła Ustawa medialna, która mogła uregulować blogi. Komisja Europejska wspierała tajne spotkania dostawców internetu i posiadaczy praw autorskich, które miały prowadzić do dobrowolnej współpracy pomiędzy tymi dwiema stronami.

Na tle tych poprzednich lat rok 2012 wydaje się o wiele lepszy. Był burzliwy, ale nie wynikało to z faktu, że niebezpieczne działania polityków były bardziej nasilone. Burzliwość roku 2012 wynikała z tego, że społeczeństwo zaczęło bronić internetu. ACTA stała się tematem ważnym dla wielu Polaków, nie tylko dla garstki geeków czytających nudne dokumenty. Podobnie było z ustawą SOPA w USA. To właśnie w 2012 roku politycy zaczęli dostrzegać, że elektorat można budować nie tylko na blokowaniu i regulowaniu internetu, ale także na walce o jego wolność. Nawet politycy wcześniej utożsamiający internautów z erotomanami i alkoholikami zaczęli bronić ich wolności. To był niezwykły przełom.

Pod koniec tego roku Komisja Europejska zasugerowała poluźnienie praw autorskich, aby dostosować je do internetu. Oznacza to zwrot o 180 stopni w stosunku do tego, co rozważano wcześniej. Miliony listów i emaili do siedziby Unii Europejskiej oraz jej Europosłów dokonały malej rewolucji. Jeszcze w roku 2011 Komisja wyraźnie popierała takie rzeczy jak np. ułatwienia w namierzaniu internautów naruszających prawa autorskie. Również cicha śmierć ACTA wskazuje na to, że Komisja Europejska zmieniła swoje nastawienie do polityki wobec internetu, choć może nie jest to zmiana tak mocna jak byśmy chcieli jako normalni internauci.

Chrome: Koniec z instalowaniem rozszerzeń bez wiedzy użytkownika!

Google wreszcie zajęło się problemem niechcianych rozszerzeń. Czy znikną one z naszych przeglądarek raz na zawsze? Na blogu przeglądarki Chrome poinformowano, że wkrótce nastanie koniec procederu, który irytował wielu internautów: instalowania rozszerzeń przez zewnętrzne narzędzia. Do tej pory wiele narzędzi podczas instalacji w systemie, automatycznie dodawało również swoje wtyczki do przeglądarek. Choć tego typu rozwiązanie funkcjonowało, by zwolnić użytkowników z konieczności ręcznego wyszukiwania dodatków, całość była nagminnie wykorzystywana również przez złośliwe oprogramowanie.

Również twórcy znanych narzędzi, jak chociażby uTorrent czy wielu innych programów do pobierania plików, nadużywało tego typu rozwiązań, automatycznie dodając do przeglądarek własne rozszerzenia. Google na swoim blogu zauważa, że w związku z bardzo częstymi nadużyciami, w przyszłości nie będzie możliwości instalowania wtyczek przez zewnętrzne programy. Twórcy wtyczek, które instalowane są często bez wiedzy użytkownika, mają jednak większy powód do zmartwień. W Google Chrome z numerem 25, przeglądarka zachęci użytkowników do wyłączenia już wcześniej wgranych w ten sposób rozszerzeń.

Po uruchomieniu programu, internautom wyświetlony zostanie komunikat, na którym wystarczy wybrać przycisk „Ok, świetnie”, by niechciane rozszerzenia zniknęły z programu. Alternatywnie można także przejść do ustawień rozszerzeń, by pozostawić niektóre z nich włączone. Zewnętrzne narzędzia oczywiście wciąż będą się starały dodawać do przeglądarki własne wtyczki, jednak ich aktywowanie zawsze będzie trzeba potwierdzić w samym Chrome. Zmiany są tak jednoznacznie korzystne dla użytkowników, że aż chce się powiedzieć: nareszcie!

World Internet Project: 64 procent Polaków korzysta z Internetu, 16 procent z mobilnego

Już 64 proc. Polaków korzysta z Internetu, jednak w 2012 r. ich liczba wzrosła tylko o 2 proc. Spośród osób, które nie używają Internetu tylko 4 proc. deklaruje, że chce zacząć. Zmienia się sposób korzystania z sieci, w tym roku 16 procent internautów korzystało z mobilnego Internetu, podczas gdy w 2011 roku tylko 10 procent – wynika z raportu World Internet Project. Badanie World Internet Project to międzynarodowy projekt analizujący wpływ Internetu i nowych technologii na zjawiska społeczne, ekonomiczne i polityczne. Jest znakomitym źródłem wiedzy na temat preferencji związanych z korzystaniem z Internetu oraz przyczyn nie korzystania z niego przez część społeczeństwa. Badanie jest realizowane w Polsce od 2010 roku, dzięki inicjatywie Orange Polska oraz Gazety.pl.

Jak wynika z najnowszego raportu WIP, zmieniają się narzędzia korzystania z Internetu i wzorce używania mediów, zwłaszcza wśród młodych ludzi. W 2012 roku 37 procent Polaków korzystało z laptopów, podczas gdy w jeszcze w 2010 roku było to 20 procent. Jednocześnie młodsi Polacy rezygnują z długiego oglądania TV na rzecz długiego korzystania z Internetu. Blisko połowa internautów (47 proc.) korzysta z Internetu ponad 10 godzin tygodniowo. Nadal jednak telewizja pozostaje najważniejszym medium dla ogółu Polaków, jako źródło informacji i rozrywki, najtrudniej też z niej zrezygnować. Jednak wśród Polaków poniżej 30 roku życia to Internet stał się medium, z którego najtrudniej zrezygnować, jego rola rośnie także w starszych grupach wiekowych, chociaż w grupie wiekowej powyżej 60 roku tylko 5 procent korzysta z internetu i to raczej okazjonalnie. Reklamy internetowe zupełni enie trafiają do starszego pokolenia Polek i Polaków!

Po prezentacji raportu odbyła się dyskusja panelowa poświęcona upowszechnianiu Internetu i barier, które przeszkadzają w szerszym dostępie Polaków do sieci. Paneliści podkreślali, że należy tworzyć powody, by ludzie, którzy dziś nie korzystają z internetu poczuli taką potrzebę. Wskazywała na to Małgorzata Steiner, z Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Grzegorz Piechota z „Gazety Wyborczej” poskreślał edukacyjną rolę dzieci w zachęcaniu osób starszych do korzystania z Internetu. Z kolei poseł Przemysław Wipler, członek sejmowej komisji Administracji i Cyfryzacji, podając przykład Warszawy zauważył, że w Polsce wciąż w wielu miejscach są problemy z brakiem dostępu do sieci.

Prawo telekomunikacyjne niezwykle mocno wyregulowało sektor telekomunikacyjny, co spowodowało, że w Polsce, ale też Niemczech i innych krajach UE pojawił się duży problem z budową sieci nowej generacji. Przesadne regulacje w tym nie pomogą, dlatego nowa strategia regulacyjna UKE, która kładzie nacisk na równoprawność wszystkich operatorów i nagradza tych, którzy inwestują, a nie tylko korzystają 
z infrastruktury innego operatora to ruch we właściwym kierunku – powiedział Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, który podsumował dyskusję panelową.

W Polsce jest ponad 17 milionów internautów

Badania Net Track wskazują, że z internetu w Polsce korzysta około 17,147 mln osób (56,9% populacji kraju). Choć wynik ten jest odrobinę niższy niż w pierwszej połowie roku 2012, badacze uspokajają: Od lat widać sezonowość w dynamice wzrostu penetracji internetu, w okresie wakacyjnym trochę zwalnia, ale potem wraca do trendu wzrostowego. Dostęp do internetu nie jest dla nas niczym nowym – aż 56% badanych zadeklarowało, że posiada go od co najmniej 5 lat. Zdecydowana większość zagląda do Sieci codziennie lub prawie codziennie (68,8%), a kilka razy w tygodniu korzysta z niej ponad 22% osób. Najpopularniejszym miejscem łączenia się z internetem jest dom (97,2%), a na drugim miejscu znajduje się praca (24,1%). Co ciekawe, polskich internautek jest nieco więcej niż internautów (odpowiednio 51% i 49%). Wygląda też na to, że Sieć przestaje być domeną nastolatków – najwięcej osób reprezentuje przedział 25-39 lat (39%), a zaraz za nimi jest grupa 40-59 lat (29%). Wśród osób korzystających z internetu dominuje wykształcenie średnie (41%) oraz wyższe (29%).

Wśród marek, które ankietowani najczęściej wymieniają „z głowy”, znajdują się Google (61,2%), Allegro (55,6%) oraz Onet (41,4%). Podobnie wygląda ranking najczęściej odwiedzanych stron. Aż 90,4% badanych skorzystało z wyszukiwarki Google, 66,5% przeglądało aukcje na Allegro, a 59,9% spędzało czas na YouTube. Badania Net Track są prowadzone przez Millward Brown SMG/KRC nieprzerwanie od 2000 roku. Dla najnowszych wyników za okres czerwiec-sierpień 2012 roku próba liczyła 6841 osób.

Android bezkonkurencyjny. Ziścił się sen fanów Linuksa?

Niezwykle szybki wzrost popularności i rozpoznawalność niemal w każdej części świata. Platforma oparta o Linuksa święci triumfy. Ponad 72% wszystkich smartfonów działa pod kontrolą Androida – poinformowała ostatnio firma badawcza Gartner. Platforma mobilna wyszukiwarkowego giganta jeszcze mniej pola konkurencji pozostawia w Chinach, gdzie może się pochwalić udziałami na poziomie aż 90%. Wydawałoby się, że udziały w rynku Androida nie mają większego znaczenia. Google przecież i tak będzie rozwijało system z taką samą starannością, niezależnie od tego, czy jest on zainstalowany na 30% czy 90% wszystkich smartfonów. Tylko w teorii otrzymujemy jednak ten sam system. Obecnie ważniejszy od samej platformy jest bowiem otaczający ją ekosystem, a jego tworzeniem tylko w niewielkiej części zajmuje się Google. To dopiero deweloperzy i tysiące małych firm z całego świata sprawiło, że Android jest użyteczny dzięki mnogości dostępnych aplikacji.

Android rozwija się obecnie niezwykle szybko, jednak ze względu na swoją popularność, jest również jednym z głównych celów cyberprzestępców. Liberalne zasady panujące w Google Play sprawiają, że wgranie złośliwego narzędzia niestety nie jest większym problemem. Nie brakuje w związku z tym narzędzi antywirusowych dla Androida, które niestety niezbyt korzystnie wpływają na wydajność smartfonów. Popularność systemu ma jednak znacznie więcej zalet niż wad. Jeszcze kilka lat temu wiele narzędzi powstawało najpierw z myślą o iOS, a dopiero później ewentualnie w wersji dla Androida (a i to nie zawsze). Dziś jest zupełnie inaczej, a często zmienia się nawet kolejność wydawania mobilnych narzędzi. Bez wątpienia właśnie dlatego posiadacze Linuksa na komputerach biurkowych życzą mu dużej popularności. Chcą, by wreszcie producenci oprogramowania traktowali ich priorytetowo. O ile na razie nie zanosi się, by Ubuntu czy inne biurkowe dystrybucje szybko powiększyły swoje udziały w rynku (chyba że dzięki grom), tak Android może być namiastką tego typu oczekiwań. Nie każdy wie, że wszystkie urządzenia z Androidem wykorzystują do działania właśnie jądro Linuksa. Niektórym dystrybucjom tego systemu nie trzeba więc już życzyć sukcesów.

Android Linux pożera rynek smartfonów

Rynek urządzeń mobilnych rośnie, a smartfony sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Zmienia się jednak rozkład sił, bo w siłę rośnie system mobilny Google’a. W 2011 roku w listopadzie Gartner wyliczył, że Android zainstalowany jest był 52,5% sprzedanych w trzecim kwartale smartfonów, a z najnowszych badań na listopad 2012 wynika, że zagarnął sobie aż 72,4% rynku. Nieznacznie, bo z 15 do 13,9% spadł udział systemu iOS, ale w obliczu takiego tempa wzrostu sprzedaży smartfonów w ogóle Apple raczej nie ma się czym przejmować. Z 16,9 do 2% spadł Symbian, czego oczywiście wszyscy się spodziewają od przynajmniej półtora roku, gdyż Nokia w głupi sposób zaniedbała rozwoju i aktualizowania tego niezwykle popularnego systemu operacyjnego. W tarapatach jest za to RIM, bo BlackBerry w rankingach spada na głowę, nawet w biznesie. Jeszcze w kwietniu 2011 jeżynki stanowiły 26,1% rynku, w listopadzie 2011 roku 11%, najnowsze badania Gartnera mówią z kolei, że zaledwie 6% sprzedanych w tym kwartale smartfonów wyszło z fabryk RIM.

Nie tylko Android Linux zyskuje – w górę pną się także Windows Phone i Bada, choć oczywiście na mniejszą skalę. Udział w rynku systemu Microsoftu podskoczył z 1,5% do 2,4% (ponad 4 miliony sprzedanych urządzeń w ciągu kwartału), Samsunga zaś z 2,2% do 3%. Sukces Androida dodatkowo zyskuje na wadze kiedy zauważymy, że w porównaniu do zeszłego roku w ogóle wszystkich smartfonów sprzedało się o 47% więcej. Warto też zwrócić uwagę na to, że Samsung zostawia innych producentów smartfonów coraz bardziej w tyle. Smartfonów kupujemy coraz więcej, ale rynek telefonów komórkowych w ogóle nieco się przez ostatni rok skurczył. Niemniej jednak, 22,9% sprzedanych telefonów stanowiły urządzenia Samsunga, 19,2% Nokii, 5,5% firmy Apple. Zaskakująco mały udział mają RIM (2,1%) oraz Motorola i HTC (po 2%). Jeszcze jedna rzecz zaskoczyła analityków. Niespodziewanie dobrze sprzedają się Nokie z linii Asha i prawdopodobnie dzięki temu Nokia jeszcze nie wypadła poza pierwszą dziesiątkę producentów smartfonów. Linux Android podbija rynek smartfonów i tabletów.

Android wyprzedzi Windowsa do 2016 roku

W roku 2016 na świecie będzie więcej urządzeń z Androidem niż z Windowsem – uważają analitycy wpływowej firmy Gartner. Jeszcze kilka lat temu nikt by nie uwierzył, że to w ogóle będzie możliwe, co pokazuje, dlaczego podobne prognozy mogą być nietrafione. Firma Gartner ujawniła wczoraj garść różnych swoich prognoz dotyczących rynku IT. Są one mniej lub bardziej odkrywcze i mniej lub bardziej zaskakujące. Oto przykłady:

- do końca 2015 roku 90% firm przejdzie na Windowsa 8,
– do końca 2014 roku 5 największych producentów telefonów będzie firmami chińskimi,
– do 2017 roku 49% informacji kontaktowej firmy będzie wyciekać przez Facebooka i za sprawą popularnych aplikacji do współpracy mobilnej,
– do 2016 roku rynek elektroniki w butach, ubraniach i tatuażach urośnie do 10 mld dolarów.

Te prognozy nie przyciągnęły jednak takiej uwagi, jak informacje o tym, że Android może być pierwszym systemem, który prześcignie Windowsa po latach dominacji. Do końca roku 2016 według Gartnera na świecie będzie 2,3 mld komputerów, tabletów i smartfonów z Androidem, podczas gdy liczba urządzeń z Windowsem będzie wynosić 2,28 mld. Uwagę na te dane zwrócił m.in. Reuters.

Androidowi dawali 10% rynku!Jeśli już jesteśmy przy prognozach Gartnera, to cofnijmy się w czasie do roku 2008, gdy zaprezentowano pierwszy telefon z Androidem – T-Mobile G1. Kiedy świat ujrzał ten telefon, analitycy Gartnera orzekli, że do roku 2011 urządzenia z Androidem będą stanowić zaledwie 10% rynku smartfonów. Potem musieli zmieniać swoje prognozy – stało się jasne, że Android będzie liderem rynku smartfonów. Z perspektywy czasu ta dawna prognoza wydaje się śmieszna, ale trzeba ją oceniać inaczej. W roku 2008 przyznawanie Androidowi 10% rynku smartfonów było czymś bardzo odważnym. W rzeczywistości analitycy Gartnera wskazali właściwy trend, jakim jest wzrost Androida. Nie mogli jednak ocenić, jak bardzo ten trend będzie nasilony.

Zwycięstwo Windowsa nad Androidem wydaje się oczywiste dziś, ale obserwatorzy rynku IT wiedzą o jednej rzeczy – jeden produkt, dziś niepozorny lub jeszcze nieistniejący, może zmienić wszystko. Cztery czy pięć lat temu idea mobilnego systemu operacyjnego od Google wydawała się szaleństwem, natomiast bardzo wiele oczekiwano po zapomnianej już usłudze Google Wave, która była jednym z większych niewypałów Google. Następna rewolucja prawdopodobnie jest tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa. Tak samo jest z wielkimi klęskami. Całkiem poważnie można pytać o to, czy Android w ogóle przetrwa do roku 2016. Będzie to dziś pytanie równie mądre, jak zadawanie kilka lat temu pytań o to, czy może istnieć system operacyjny zagrażający Windowsowi. Warto zatem rozwijać i unowocześniać Linuksa, także w mobilnej wersji znanej jako ANDROID!

Kaseta kompaktowa przeżyje renesans, pomieści nawet 100TB danych

Jednym z reliktów przeszłości jest kaseta kompaktowa, która w latach 90-tych ubiegłego wieku była powszechnie stosowana w przemyśle fonograficznym. Okazuje się jednak, że konstrukcja ta może już niebawem powrócić z niebytu za sprawą naukowców z Fuji Film i IBM, którzy chcą na jej podstawie stworzyć nowy nośnik danych. Nowa kaseta, pod względem budowy przypomina swojego przodka, ale element właściwy, czyli nawinięta na szpule taśma, został pokryty cząsteczkami ferrytu baru, dzięki czemu upakowanie danych wzrasta drastycznie. Już teraz istnieje prototyp, który może pomieścić 35TB danych, a według naukowców da się stworzyć kasety, o pojemności nawet 100TB.

Oczywiście prace prowadzone nad rozwojem kasety kompaktowej to nie ekstrawagancja, a biznes, bo tego typu nośniki trafią do superkomputerów IBM’a, które będą kontrolować radioteleskopy SKA (Square Kilometre Array), które będą umiejscowione na terenie południowej Afryki i Australii. Ponieważ system ten ma przesyłać nawet 1 petabajt danych dziennie, więc konieczne było stworzenie nośników, które lepiej pasowałyby do tego zadania niż tradycyjne HDD. Projekt budowy radioteleskopów ruszy w 2016 roku.